Zielone wrota
widoczne, lecz niedostrzegane
w szeregach murów wyjątkiem są
Jak w bezdennej skalnej dolinie
chwiejne maleńkie źdźbło
Zielone wrota
zatrzaśnięte, zapomniane
przez które dawno nie wiał wiatr
Okiem Stróża niedoglądane
otwartości zatraciły smak
Zielone wrota
przeklętymi zniewolone zawiasami
kołacząc, czuję ich lęk
One patrzą, patrzą we mnie
bo tak jak one drżę
Zielone wrota
wykute w ognia gorzkim szale
żalu najtwardsza wzmacnia je stal
Wciąż jednak nazbyt małe
bym pokonać im się dał
Zielone wrota
ku wam swój krok kieruję
ja- zwyczajnie mały ludź
Drogą dzikich idąc zapożyczeń
swój własny niosę wam klucz

