Spoglądam na trotuar, tam leży pięć groszy-
małe, połyskujące, tak bardzo rzuca się w oczy,
tak chytrze łączy się z mym wzrokiem.
Rozważając czy je podniosę,
podchodzę, choć waham się trochę,
wtem jakby się oddalam, lecz wracam krokiem.
Wielu na nie ukradkiem spojrzało,
tylu samo obojętnie przeszło bokiem.
Czyżby to było zbyt mało? Tylko ja podniosłem.
I tak o to pięć groszy na dłoni niosąc,
wciąż nań patrzę i się zastanawiam:
już pieniądz to, czy jeszcze mosiądz?

