Pierwsza taka jesień, pierwszy poetycki liść
opadł delikatnie na glebę a ja jakby wraz z nim
i w błogim półśnie utopiłem swoją wszelką myśl.
Ziemia wciąż nasycona ciepłem wakacyjnych dni
a już barwną okrywa się pościelą, nie mówiąc nic.
Idę. Tak radośnie szumią pod stopami liście,
do niedawna jeszcze będąc klejnotami na szczycie.
Tak delikatnie wiatru powiew drzewami kołysze,
jakby nie chcąc przykrości im sprawić ani bólu,
a jedynie napomknąć, że już pora…
Ten jesienny czar dopełniła czyjaś łza,
rozpuszczona w kroplach deszczu padających na staw.
Lecz czyj to miałby być płacz?
Nietrwała ta jesień, niemal jak pajęcza nić,
lecz tak jak ona cudnie w promieniach słońca lśni.
I jeszcze dzień, jeszcze chwila, opadnie ostatni liść
i wraz z pierwszym płatkiem śniegu zatańczy…
Zima.
